To nie tak miało być…
Powinnam zejść do Mamy, pożartować, znów wręczyć coś, czego jeszcze nie było.
Zostawmy…
Nigdy wcześniej nie byłam na cmentarzu w Dniu Matki. Ciekawe, czy zawsze było tam tak słonecznie i kolorowo? Mimo wszystko. I tłumy ludzi. No tak...nie sądziłam, że inni tez spędzają Dzień Matki bez Mamy.
Nareszcie byłam z Nią zupełnie sama. Czy jest bardziej ze mną tam na cmentarzu, czy wtedy gdy o Niej myślę…? Ostatnio myślę często. Nagromadziło się tyle tematów…
Słońce prażyło i chyba kłuło w oczy. Nie wiem. Miałam okulary przeciwsłoneczne. Zamknęłam drzwi do świata, w którym żyję. Czułam Ją bardzo silnie. W głowie karuzela. Potrzebuję mieć Jej obraz, gdy z Nią rozmawiam. Czasami siedzi na ławce niedaleko. Chwilami wydaje mi się jakby leżała przede mną na łóżku w białej, szpitalnej pościeli. Ten obraz odpycham. Czuję jak mnie przytula. Czuję też Jej uśmiech.
Chyba nie ma nic przeciwko temu, że Tata się żeni? Pewnie się cieszy, bo wie z kim. Już lepiej nie można było tego wykombinować 
Na nagrobku leżała szyszka. Daję głowę, że od Julki
Chwilę wcześniej była tu z Pawłem. Mama na pewno słyszała jaka już z niej mądrala
Poprosiłam Ją, żeby czuwała nad moim spokojem i równowagą. Tylko wtedy mogę być sobą.
No i co najważniejsze – pogadałyśmy o adopcji.