Pewnego razu żyli sobie Mama i Tata, którzy nie mieli Dziecka.
Latami przygotowywali się na jego przybycie:
w domu czekał pokoik pełen zabawek, książeczek i pluszaków. Nie miał kto się nimi zająć, więc zabawki czekały na swojego opiekuna,
Na podwórku stała huśtawka, na której bujał się wiatr.
Latem w baseniku kąpały się rybki i kaczuszki, ale łódka sama nie umiała pływać.
W piaskownicy był tylko piasek i foremki. Nie było zamków. Nie było babek z piasku, bo nie miał ich kto zbudować.
Mama i Tata bardzo często siadali przy oknie i wypatrywali Bociana. Zdarzało się czasem, że przelatywał koło ich domu z zawiniątkiem w dziobie. Serce im wtedy szybciej biło. Myśleli, że Bocian wreszcie do nich zawita, ale zawsze leciał gdzieś dalej. Smutno im się wtedy robiło, lecz nie tracili nadziei.
Pewnego dnia zobaczyli, że Bocian leci prosto do ich domu. W dziobie nie trzymał zawiniątka, lecz koszyczek. Zaczął krążyć nad ich domem. Nie zastukał jednak do okna, ani do drzwi. Zniknął w ogrodzie i wylądował pomiędzy słonecznikami. Mama i Tata wybiegli na podwórko tak szybko, jak tylko potrafili. Chcieli sprawdzić, czy Bocian naprawdę przyleciał do nich i co ma w koszyczku.
Bocian wyglądał na bardzo zmęczonego. Koszyk, który trzymał w dziobie okazał się ciężki. Gdy się do niego zbliżyli, Bocian powiedział:
- Witajcie. Mam dla Was coś, na co czekacie od dawna.
Mama nachyliła się nad koszykiem i zapytała Bociana:
- Czy możemy zajrzeć do środka?
- Tak, to przecież Wasze Dziecko – odpowiedział Bocian.
I gdy Tata odsłonił kocyk, ujrzeli przestraszone Dziecko.
- Pewnie źle znosi loty – powiedział Tata, gdy zobaczył przestraszone oczy Dziecka i wyciągnął je z koszyka.
Wtedy oboje się zdziwili. Dziecko nie było niemowlakiem – a bociany zwykle przynosiły malutkie dzieci. Nie miało w buzi smoczka i nie płakało. Jego skóra pokryta była czerwonymi, niebieskimi, żółtymi i białymi łuskami.
Bocian widząc zaskoczenie Rodziców, powiedział:
- Trzy lata temu pomyliłem domy i Wasze Dziecko znalazło się u innej Mamy i innego Taty. Bardzo mi przykro, że musieliście tyle czekać.
Ale Rodzice nie byli zmartwieni. Ucieszyli się, że ich Dziecko nareszcie jest razem z nimi. Nie wiedzieli tylko skąd wzięły się łuski na całym jego ciele. Zapytali o to Bociana, który wyjaśnił:
- Te łuski są jak pancerz. Chroniły wasze Dziecko, zanim nie znalazło się we właściwymi miejscu. Teraz już nie będą mu potrzebne.
Mama i Tata nakarmili Bociana i dali mu pić. Później odleciał w swoją stronę.
Rodzice dali Dziecku na imię Anielka, bo to była dziewczynka.
Anielka nie odzywała się do nikogo. Ani do zabawek, ani do rybek i kaczuszek w basenie, ani nawet do Rodziców. Mama i Tata wiedzieli, ze przebyła długą drogę i nie pytali o nic.
Minął jakiś czas. Anielka zauważyła, że zabawki w jej pokoju są smutne. Nie wiedziała dlaczego – przecież nie były już same. Zaczęła zdejmować je z półek i bawić się nimi. Pluszaki zabrała do łóżka. Otworzyła książeczki i na kartkach zaczęły tańczyć kolorowe obrazki. Od tamtej pory zabawki przestały być smutne. A Anielce odpadły wszystkie czerwone łuski.
Minęło trochę więcej czasu. Było gorące lato. Rybki i kaczuszki pływały samotnie w baseniku i spoglądały tęsknie na Anielkę. Czekały, aż wejdzie do wody i zacznie bawić się z nimi. Anielka zobaczyła łódkę i zdziwiła się, że nie pływa. Tylko unosi się na wodzie. Weszła do baseniku i wzięła ją do rąk. Pchnęła lekko i łódka radośnie popłynęła. Rybki i kaczuszki przestały być same. A Anielce odpadły wszystkie niebieskie łuski.
Minęło jeszcze trochę czasu. Piaskownica była pełna piasku, foremek i wiaderek. Ale foremki i wiaderka wciąż były puste. Anielka nie wiedziała jak zrobić babki i zbudować zamek. Wtedy Mama pokazała jej, że może nasypać piasku do wiaderek, uklepać łopatką i odwrócić do góry dnem, tak, żeby piasek nie wypadł. Anielka z Mamą zbudowały zamek, fosę, a z gałązek zrobiły drzewka. Piaskownica ożyła. A Anielce odpadły żółte łuski.
Minęło jeszcze trochę czasu. Anielka słyszała jak wiatr tańczy samotnie na huśtawce. Nigdy wcześniej się nie bujała. Bała się usiąść na huśtawce. Bała się, czy nie odleci za wysoko. Tata zrozumiał, że Anielka się boi. Posadził ją delikatnie. Powiedział, żeby mocno się trzymała, a On nauczy ją tańczyć z wiatrem. Dopiero, gdy zobaczyła, że Tata jest przy niej, poczuła jaka to wspaniała zabawa. Leciała wysoko i za chwilę była na dole. Wtedy Anielka zaśmiała się w głos i odpadły jej wszystkie białe łuski.
Po jakimś czasie Mama, Tata i Anielka siedzieli na ławce przed domem, okryci kocem. Dni były już coraz krótsze, kaczuszki i rybki przestały pływać w basenie, bo było za zimno. Mama i Tata patrzyli na Anielkę i uśmiechali się do siebie szczęśliwi. Nie miała już łusek i śmiała się często. Anielka patrzyła w niebo i nagle zobaczyła lecącego Bociana. Wtedy odezwała się po raz pierwszy:
- Mamo, Tato – Bocian leci!!!!