Drugi Dzień Matki bez Mamy. Dzień Matki bez dziecka. Kolejny już.
Cmentarz pełen ludzi, kwiatów i słońca… Możnaby pomyśleć, że to radosne święto. Ogólnie rzecz biorąc – radosne. Ale nie w tym miejscu. Zauważyłam, że to jedna z niewielu okazji, gdy mogę z Mamą spokojnie porozmawiać – sam na sam. Tym razem nie płakałam, choć było mi przeraźliwie smutno. Bo tego dnia najbardziej czuję, że Jej nie ma.
Czeka nas tyle zmian. Rewolucji wręcz.
Nastawiłam się, że nasze dzieci przyjdą do nas za kilka miesięcy. Ale już zaczynam czekać na ten dzień. Myślę jakie będą. Ile będą miały lat? Chłopiec i dziewczynka? Tak bardzo chciałabym żeby były zdrowe.
Tata szczęsliwy. Odżył. od przeprowadzki był tylko raz. Nie nastawia się na częste wizyty - nie ma czasu
Jestem więc o Niego spokojna. Paweł odcina pępowinę od domu rodzinnego. Nareszcie
dla Niego nareszcie. Jest podekscytowany. Spełniło się jego marzenie - był w Nowym Jorku. I wcale się nie dziwę, że tak Go teraz nosi. Skądś to znam 
My mamy przejąć dom… Nic za darmo oczywiście. To mnie trochę przeraża. Kredyt do wczesnej starości… Dziś ten dom wydaje się taki duży. Kiedyś mieszkało w nim tyle osób..Dziadek, babcia, Mama, Tata, my z Pawłem. A był moment, że i wujek Bogdan z rodziną.
Teraz wydaje się pusty. Trzeba w niego tchnąć nowe życie. I to nasze zadanie 