To dużo czy mało? Mam wrażenie, że zmieniło się wszystko.
Święto Zmarłych jest Dniem Matki.
21 października kiedyś datą bez znaczenia, teraz bolesnym wspomnieniem.
Druga rocznica śmierci Mamy.
Pusto mi bez niej. Smutno. Samotnie.
Tym razem wróciły sceny z dnia przed Jej śmiercią. Poczułam to, co wtedy. To jak wpadłam do szpitala pełna energii i nadziei, z mleczkiem, tonikiem. Miałam wtedy plan odświeżyć jej twarz, wetrzeć balsam, chciałam poczytać.
Tymczasem zobaczyłam ciśnienie na monitorze i przeraziłam się. Za chwilę udawałam, że 100/20 jest ok. Nie chciałam słuchać, że wcześniej było jeszcze niższe.
Był u Niej ksiądz. Kolejny skurcz serca ze strachu. I znów było ok., gdy usłyszałam, że to „namaszczenie chorych”.
Byłam u Niej krótko. Bolało, gdy patrzyłam. Czułam podskórnie, że coś jest nie tak.
To niesamowite jak nadzieja potrafi wyłączyć rzeczywistość. Jak głusi i ślepi jesteśmy wtedy na fakty.
Pamiętam moment, już w domu, gdy pomyślałam, że nie chcę, żeby się tak męczyła. Rozmowę z Moniką po fitnessie i pierwszą myśl o śmierci.
Myślałam o tym wszystkim i płakałam. Pewnie tak będzie już zawsze. Te wspomnienia przychodzą nagle i wtedy poddaję się im.
Do dziś jest ten ułamek sekundy, w którym przebłyskuje myśl, że „muszę Jej coś powiedzieć”. Śni mi się. Śmieje. Czuwa nad nami.
I coś zaczynam rozumieć. Np. to, że nie ma przypadków i że osoby, które spotykamy, spełniają jakąś rolę w naszym życiu. Chociażby Adam, kolega z podstawówki, który miał koleżankę w ośrodku adopcyjnym. Teraz już nie mam z Adamem kontaktu…
A to, że od kilku miesięcy czekamy na decyzję kredytową, żeby móc spłacić Pawła? Wszyscy są zmęczeni tym czekaniem. Wyrzekłam się wakacji, planów, celów, bo wciąż tkwimy w zawieszeniu… No więc z jakiegoś powodu tyle to trwa i nie jest pewne. Stosunki z Pawłem nam się dość napięły, ale może to jest egzamin dla nas? Przestałam się już ciskać. Wciąż silnie wierzę, że w końcu się ułoży – on będzie miał swoje mieszkanie, my dom.
Tylko pewnie na wszystko jest odpowiedni czas. Z jakiegoś powodu.
Dziś byłam na cmentarzach i czyściłam pomniki. Taki ciepły, dobry dzień. Generalnie nie cierpię czyścić, myć, sprzątać. Dziś było mi z tym dobrze. Czyściłam przy okazji. Bo głównie to sobie gadaliśmy. Z Mamą, Babcią, Dziadkiem 